• 09wrz

    c10Poruszmy temat – co lepsze : sklep samoobsługowy czy sklep z ladą sklepową? Nie wiadomo właściwie, co jest lepszym rozwiązaniem zarówno dla sprzedawcy, jak i samego klienta. Można jednak odnieść wrażenie, że znany wszystkim „SAM” wygrywa z tym drugim. Na pewno nie bez powodu. Dziś cenimy sobie przede wszystkim wygodę, dowolność i swobodę czasu poświęconego na robienie zakupów. Lubimy chodzić na zakupy, niekoniecznie tyczy się to wszystkich, ale wiąże się to z czymś, co daje nam przyjemność. Odkąd lady zostały wyparte przez samoobsługę, spędzamy na zakupach więcej czasu, lecz niestety na produkty wydajemy więcej pieniędzy. Faktem jest jednak, że kiedy obsługujemy się sami, mamy więcej czasu na przemyślenie zakupu i nikt nie stoi za naszymi plecami, wzdychając ze zniecierpliwienia. Ma to tyle plusów, ile minusów, bo jednocześnie mając do dyspozycji tak szalenie szeroką gamę dostępnych artykułów, wydajemy więcej, tak jakbyśmy chcieli odbić sobie czasy, kiedy półki świeciły pustkami. Jeśli dbamy o swoje finanse i martwimy się o każdy grosz, lepiej stanąć po drugiej stronie lady i poprosić ekspedientkę o rzeczy, które naprawdę są nam potrzebne, a nie takie wynikające z moje „widzi mi się” w obecnej chwili. Jednak tu znów jest pułapka- jednym z rodzajów sklepu samoobsługowego jest przecież hipermarket, gdzie ceny na ogół są dużo niższe, niż w zwyczajnym sklepie osiedlowym i kupowanie tam zdaje się być rozsądniejsze. Dlatego też każdy musi podjąć tę decyzję samodzielnie i zdecydować, który sklep daje mu więcej korzyści. Tylko czy warto poświęcać tyle uwagi temu zagadnieniu? Przecież wiadomo, że wydawanie pieniędzy jest takie proste i kiedy lodówka jest pusta, nie myślimy o kalkulacji tylko o zakupie niezbędnych produktów i nie jest wówczas ważne, czy obsłuży nas pani za ladą, czy też zrobimy to samo. Więc może kompromis- małe zakupy w małym sklepie, duże zakupy w hipermarkecie? To korzystne rozwiązanie. W pierwszym przypadku zaoszczędzimy czas, a w drugim- pieniądze.

    Tagi: , , ,

  • 09wrz

    c9Mimo świetnie „sprzedającej” się modzie na szczupłe ciało, czasem nawet o anorektycznej budowie, wciąż największy problem z zakupami mają osoby z nadwagą, czyli osoby potocznie nazywane puszystymi. Tyczy się to kupna każdego rodzaju odzieży : spodni, bluzek, biustonoszy, bielizny oraz obuwia. Te produkty nie są po prostu dopasowane do potrzeb ludzi „przy kości”, nawet jeśli na metce widnieje oznaczenie XXL (extra extra large). Takie osoby skarżą się szczególnie na to, że w sklepach proponowane im są rzeczy, które wyglądają mało zachęcająco i są mało zróżnicowane – rozciągnięte swetry mające tuszować ich sylwetkę. Zwyczajnie nie mają szansy czuć się kobieco, czują się lekceważone. Zwłaszcza, gdy czują na sobie wzrok atrakcyjnych ekspedientek, mówiący : „schudnij”. A nie wszystkie tego chcą- jeśli dobrze czują się w swoim ciele. Owszem, jest parę sklepów „Dla puszystych”, ale uważają to za ubliżające i niechętnie je odwiedzają. Dlatego ukradkiem przymierzają ubrania ciążowe, które w pewnym stopniu pozwalają im ubrać się tak, jak chcą. Wbrew pozorom kobiety puszyste nie są przychylne zakładaniu na siebie ubrań przypominających worek na ziemniaki. Podobne dylematy, ale nieco mniejsze mają otyli mężczyźni. Ci jednak nie przykładają do tego zbyt dużej wagi- idealna (według społeczeństwa) kobieta powinna być wysoka i szczupła, a mężczyzna.. mężczyzna ma prawo być.. różnej budowy. Więc proponowane im rozmiary ubrań również są zróżnicowane pod względem rozmiarów- można spotkać się nawet z rozmiarami XXXL, albo takimi, w których „L” poprzedzane jest jeszcze większą ilością „X”… Często jedynym wyjściem z takich uciążliwych zdarzeń jest znalezienie dobrej krawcowej, dla której nie będzie problemem uszycie ubrania w odpowiednim rozmiarze. Miejmy jednak nadzieję, że z czasem sytuacja się poprawi, a osoby grubsze będą mogły znaleźć coś dla siebie w „normalnych” sklepach, nie czując się przy tym gorsze i mniej atrakcyjne.

    Tagi: , , ,

  • 09wrz

    c8Nie zawsze kupujemy produkty, których potrzebujemy. Czasem kupujemy ją dla samej potrzeby zaimponowania innym i „pokazania” się. Zdawałoby się, że tylko dzieci odczuwają zazdrość- kolega z osiedla ma nowy rower, więc nasze dziecko również chciałoby mieć taki sam, a najlepiej lepszy. W kwestii zazdrości i zakupów zachowujemy się w bardzo zbliżony sposób. Chcemy imponować, manifestować naszą sytuację materialną (nawet jeśli nasz budżet nie ma się zbyt dobrze…) i leczyć swoją zazdrość poprzez wzbudzanie zazdrości w innych. Błędne koło. Śmiejemy się oglądając filmy, w których sąsiedzi konkurują ze sobą w kupnie drogiego sprzętu, samochodów, futer, domów. Ale po cichu jesteśmy tacy sami i to z siebie w rzeczy samej się śmiejemy! Popularne stało się jakiś czas temu słowo „lans”, ale wbrew temu, co się mówi, nie określa ono jedynie zachowania młodzieży (komórki, ciuchy, mp3), ale i zachowanie dorosłych. Może dorośli robią to w dyskretniejszy sposób, ale także cieszy ich lansowanie się nowym autem i lubią widzieć podziw w oczach innych, kiedy wyjeżdżając nim prosto z salonu. Nawet jeśli zapłaciliśmy za nie więcej, niż mamy, ważniejszy jest prestiż płynący z tego nabytku. Wśród kobiet modne było kiedyś „szpanowanie” naturalnym futrem, dziś odchodzi to w niepamięć, ustępując miejsca ciekawszym i bardziej finezyjnym trendom w modzie. Głowa boli od tego, do jakiego stopnia można się „pokazać”. Kiedy dotarła do nas fala sztucznych paznokci- tipsów, pochłonęła ogromną część populacji kobiet. Niestety. Dziś naturalność się nie sprzedaje, nikt nie chce ginąć w tłumie, bo to nie jest trendy. To powoduje, że kupujemy za dużo i za drogo. I najgorsze jest to, że nie robimy tego dla siebie, ale dla innych- to im ma podobać się to, co nosimy, czym jeździmy i gdzie mieszkamy. Nam niekoniecznie. Ciekawe, co jeszcze możemy kupić, by być bardziej widocznymi i zauważalnym? Ciekawe, co będzie, kiedy posiadanie drogich rzeczy nie będzie dla nikogo atrakcyjne? Jak daleko posuniemy się, by być.. kimś..?

    Tagi: , , ,

  • 09wrz

    c7Myślałeś, że nie wszystko można kupić za pieniądze? Mylisz się! Świat idzie coraz bardziej do przodu, często jednak można odnieść wrażenie, że.. w zupełnie złym kierunku. Odkąd powstały rozmaite portale społecznościowe opierające się na pozyskiwaniu nowych znajomych, ludzie oszaleli na ich punkcie. Myślę, że twórcom takich stron zupełnie nie o to chodziło- nie o kupowanie znajomych. Na początku ludzie rzeczywiście kontaktowali się poprzez takie portale ze swoimi znajomymi, często nie widzianymi wiele lat. I przyjemnością było dodawanie ich do swoich kontaktów, czuliśmy może przez to pewną więź z nimi i była to gwarancja, że nie „stracimy” ich. Z czasem niestety powstały wyścigi na liczbę znajomych, ludzie zaczęli dodawać do swoich znajomych osoby, które ledwo kojarzą, spotkali parę razy na przystanku, a nawet nigdy w życiu ich nie widziały. Zaczęło chodzić o ilość. Teraz kiedy ilość jest szczególnym priorytetem, ludzie zaczęli wykorzystywać to do wzbogacania się. Pojawiły się oferty wielkich ilości „znajomych” do kupienia za adekwatne do tego pieniądze! Przeglądając konta różnych użytkowników, niejednokrotnie odnosimy wrażenie, że musieli swoich znajomych kupić, bo jaka osoba może znać 5000 osób? To praktycznie chyba niemożliwe! Chyba, że podróżowała od urodzenia po świecie i udało jej się tylu poznać.. Oczywiście mogą być to przypadkowo dodane osoby, co jest jednak równie niedorzeczne. Dzisiaj możemy kupić chyba wszystko, jeśli można zrobić to nawet z ludźmi.. Kupujemy ich sympatię również poprzez komentowanie ich zdjęć przesłodzonymi i nieszczerymi komentarzami. W życiu realnym na pewno nie pokusilibyśmy się o taką serdeczność, ale dobrą opinię trzeba mieć także „wirtualnie”. Pytanie jednak : po co kupować znajomych i przyjaciół, skoro nawet nie zamieniamy z nimi paru słów? Tu wcale nie o nich chodzi, ale o nas samych i naszą potrzebę dowartościowania się, która zostanie zaspokojona, gdy pokażemy. że jesteśmy tak bardzo „światowi”, tak „popularni” i lubiani, że możemy mieć wszystko.

    Tagi: , , ,

  • 31sie

    c6Może niektórzy z was pamiętają czasy, kiedy będąc w sklepie naszych rodziców nie było stać na kupno słodyczy- albo po prostu nie były dostępne na półkach. A może sami byliście rodzicami w tych czasach. Jedno jest pewne : choć może były to czasy ciężkie, nie kupowaliśmy wtedy uczuć innych za pieniądze. Mowa tu o dzieciach płaczących w sklepie- musieliśmy z nimi porozmawiać, by przestały. Dziś sprawa ma się dużo inaczej i dużo gorzej. Jakże często zdarza nam się przyglądać sytuacji dziecka do reszty znudzonego i zmęczonego zakupami z rodzicami, który w przypływie gniewu, zaczyna żałośnie lamentować podczas stania w długiej kolejce… Pierwsze co robi matka- wpada w panikę i nie chce czuć na sobie wzroku wszystkich klientów sklepu. Najszybszy sposób na uspokojenie dziecka? Czarodziejskie zaklęcie, po którym płacz znika jak za machnięciem różdżki : „Jak przestaniesz płakać, kupię ci lizaka!”. Doskonale ukazuje to budowanie w dziecku przywiązania do rzeczy materialnych. Niektórym wydaje się, że taka „nagroda” jest dobrym pomysłem, ale.. jaka nagroda? Za co? I czy to naprawdę jedyny sposób na to, by uporać się z dzieckiem w sklepie? Oczywiście, że nie jedyny, ale najszybszy, a przez co najskuteczniejszy. Wszystko dąży do tego, żeby mieć dziecko z głowy, nie chodzi o zrozumienie- przecież zanim wytłumaczylibyśmy dziecku, że musi być cierpliwy i niedługo pojedziemy do domu, jego płacz usłyszałby każdy. Lepiej kupić uśmiech- uśmiech za jednego lizaka. To takie proste! Najlepiej iść linią najmniejszego oporu. Szkoda, że tak często zapominamy o tym, że nie wszystkie uczucia możemy kupić za pieniądze. Dziecko powinno wiedzieć, że lizak jest tylko lizakiem, a najszczersze uczucia wypływają z serca, a nie portfela. Zahacza to o kolejne zagadnienie- zabieranie dzieci na zakupy. Nie wińmy je za to, że tego nie lubią. Mają swój własny świat, który wart jest dużo więcej niż rzeczy materialne. A jeśli jest inaczej, jest to twoją winą. Sami wpajamy dziecku pusty konsumpcjonizm nie poparty niczym.

    Tagi: , , ,